Obudziłam się. Powoli zaczynałąm otwierać oczy. Gdy już wszystko zaczynałam widzieć w miarę wyraźnie zaczełam się powoli przeciągać. I wtedy szybko zalewała mnie lawina informacji co się działo wczorajszego dnia i w inne dni, jak mam na imię a nawet to że żyję w "miłosnym trójkącie". Hm..jaki dzisiaj dzień?-pomyślałam- Niedziela. No tak. Ręką sięgnełam po swój telefon. Gdy go odblokowałam zobaczyłam "masz 1 wiadomość". Max. Mimowolnie uśmiechnełam się i poczułam jak miłe ciepło rozpływa się po moim całym ciele.
Max: - witaj Kochanie. mam nadzieję że się wyspałaś a jeśli śniłaś- to tylko o mnie :p. dzisiaj będe zajęty bo muszę zrobić ten projekt o którym ci mówiłem. będe dzisiaj u Ciebie tak o 18:00.
kocham cie Skarbie.
Uwielbiałam to jak witał mnie swymi wiadomościami. Zaczynać dzień z myślą że masz kogoś kto cię kocha i komuś na tobie zależy było piękne. Ja niestety ale zawsze gdy chciałam go powitać takim sposobem to albo zasypiałam albo on był szybszy. No tak dzisiaj o 18:00..i w co ja się ubiorę -pomyślałam. Nigdy nie miałam z tym problemu nawet gdy chodziłam z Oskarem ale teraz wszystko się zmieniło. Nie chciałam stracić Maxa, wiem że to głupie. Ale nie chciałam mu się przestać podobać. Owszem mówił że jestem dla niego najpiękniejsza na świecie ale jednak zawsze pozostawało to ale. Odpisałam mu szybko:
Dobrze będe gotowa. Też Cię kocham i przypomnj sobie o mnie czasem :p.
7 godzin póżniej:
Kurcze gdzie on jest?! Miał byc już godzinę temu. I dlaczego nie odbiera? Pewnie znowu mu padła bateria.. . Faceci! -roześmiałam się. Podeszłam do toaletki by poprawić sobie usta błyszczykiem gdy zadzwonił telefon. Oskar. Miło że zadzwonił. Bo pomimo wszystko chciałam mieć z Nim dobry kontakt.
-Kaja?! Wiem co się stało, zaraz tam będe. Jesteście w tym szpitalu przy ul. Alei Gwiazd?
Zdębiałam. O czym on bredzi.
-Oskar ale o czym ty wogóle gadasz? Piłeś coś?-roześmiałam się.
Po drugiej stronie przez moment odpowiadała mi cisza. Ale zaraz Oskar przemówił.
-To ty nic nie wiesz?
-Nie wiem o czym? - zdenerwowałam się.
-Że Max, że on..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz