-Hej Kaja! -zaszczebiotała Anka- Co tam?-O hej! No ok, a tam?- odpowiedziałam bez przekonania. Nie żeby Anka była jakaś dziwna ale jej ilość tapety na twarzy i tipsy (które przypominały mi szpony ptaka) odstraszały mnie w jakiś sposób.-Daj spokój, normalnie masakra! Kamil mnie rzucił! I wiesz dla kogo? Dla Joli! Tej blondyny z krzywymi zębami. Powiedział mi że ona przynajmiej go kocha a ja się nim bawie. Frajer nie?-Mhm.-Przytaknełam. Bo ja też nie wierzę w coś takiego jak miłość. Wzajemna fascynacja tak! Ale miłość?! To wogóle nie istnieje. No kocham swoich rodziców i innych ale to jest taka inna miłość, nazwijmy to po ludźku- przyzwyczajenie.-Nie przejmuj się. Nie był ciebie wart.-Wiem. Dlatego kręce już z Dawidem.-odparła słodko, po czym dodała- Ej, a widziałaś tego nowego? Czekaj jak mu tam...Wiem! Max! No czy widziałaś już tego Maxa? Jakie ciacho, normalnie palce lizać.Po jej minie zorentowałam się że jest jedno ale.-Ale? -zapytałam. Wygląda że na to czekała.-On nie zwraca uwagi na żadną dziewczyne! Wystawił nawet Aśke! Rozumiesz to! Aśke! W niej kocha się połowa gimnazjum!-O to nieźle.-musiałam przyznać-Ale nie, nie widziałam go. I choćby nawet tak i tak mi nie zawróci w głowie, mnie tacy faceci nie kręcą. I wtedy w drzwiach stołówki stanął ON.
___________________________________________________________________________
-O boże!-wydałam ciche westchnienie, ale nie na tyle cicho by nie usłyszała Anka.-Coś mówiłaś?- nie, jednak nie usłyszała. Jest dobrze.-Nie nic. Wydawało ci się- starałam się by głos mi nie drżał. Chyba się udało.-Aha. On jest cudowny-westchneła.Już w tym momencie miałam coś jej powiedzieć że gada głupoty ale tym razem nie mogłam zaprzeczyć. Był naprawdę boski. Wysoki, szczupły ciemnowłosy brunet stał niepewnie w drzwiach. Włosy miał krótkie. Ubrany był w zwykły biały t-shirt do tego zwykłe dżinsy i trampki ale od razu można było dostrzeć piękne wyrzeźbienie ciała. Do tego ta opalenizna no normal.. o boże! Nie! Nie! Nie! Kaja on ci się NIE PO-DO-BA!-Nic ciekawego-rzuciłam do Anki, ale zauważyłam że mam strasznie zachrypły głos. I wtedy poczułam na sobie jego wzrok, nie wiem co mi się stało ale popatrzyłam prosto w jego szmaragdowe oczy i od razu poczułam gniew, to było silniejsze ode mnie musiałam wyjść. Rzuciłam na odhodne do Anki chłodne "cześc" ( a nic dziewczyna nie była mi winna) i wyszłam. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się w parku, a przecież zaraz mam mieć lekcje. Nie, nie pójde tam. Nie mam sił ani ochoty. Mamie jakoś się to wytłumaczy, napewno "kupi" kolejne kłamstwo. Siadłam na hustawce, w parku nie było ani jednej żywej duszy. Wiedziałam dlaczego tak zaaragowałam na spojrzenie Maxa. Było podobne do spojrzenia Oskara. Łzy zaczeły piec mnie pod powiekami. Pamiętam to jak było by to wczoraj. Byłam szczęśliwa, zakochana, tak byłam zakochana. Poszłam tylko na zakupy do galerii i wtedy zobaczyłam tam jego całujacego się z Aśką. To zabolało. Bardzo. Przez pierwszy tydzień byłam żywym trupem. Mama z tatą załatwiali mi dobrego psychologa, ale nie obchodziło mnie to, było mi to obojętne. Nawet jakby mama powiedziała że wyjeżdza i nigdy nie wróci nie ruszyłoby mnie to nawet. Trzy miesiące po tym zdarzeniu też mogłabym nazwać "pustką". Tyle że zaczełam chodzić do szkoły, ale Oskar i tak rok po tym zdarzeniu nie potrafi spojrzeć mi w oczy a Aśka pszeprosiła i zrobiła się niby moją koleżanką. Co dziwne nie miałam o to do niej żalu. Ważne by był on szczęśliwy, ale okłamał mnie mówiąć mi prosto w oczy że kocha ale że pszeprasza nie usłyszałam do dziś. Ich związek skończył się niby po 4 miesiącach ale wcale się z tego nie cieszyłam. Już nic mnie nie obchodziło, inaczej już dzisiaj patrzę na świat. Inaczej interpretuje słowo "miłość".-Pszepraszam, czy ja coś zrobiłem nie tak?- wzdrygnełam się. Ktoś coś do mnie mówi. Ale kto? O nie, to on. Max.-Boże! Pszestraszyłeś mnie! Czy ty jesteś mądry?! Czego ode mnie chcesz! Weź się odwal - nie panowałam nad sobą, krzyczałam mu prosto w twarz. A łzy czułam jak spływają mi po policzkach. Wkońcu nie miałam siły i nie wiem czemu przytuliłam się do niego i zaczełam płakać. Płakać jak małe dziecko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz