-Kamila śniadanie!- usłyszałam matkę wołającą mnie z kuchni.
-Nie chce!
Po tych słowach moja mama pojawiła się w korytarzu z małym pakunkiem, w którym jak się domyślałam były kanapki gdy ja tymczasem ubierałam buty.
-Ale ja się Ciebie nie pytam czy ty chcesz czy nie tylko masz je ze sobą zabrać do szkoły powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu.
-Żeby potem przynieść Ci je z powrotem i wyrzucić do kosza? zapytałam z ironią.
-Nic podobnego, tym razem masz je zjeść.
-Bo co? Bo ty mi tak każesz?!
Na te słowa mama opuściła z bezsilności rękę z kanapkami a w jej oczach dostrzegłam łzy. Cholera!- pomyślałam i nagle zrobiło mi się jej żal. Przecież zawsze ją praktycznie doprowadzałam do łez to czemu nagle teraz zaczyna mi odwalać i zaczynam czuć się tak& dziwnie, głupio?
-Mamo..ja..przepraszam. -wybełkotałam mimowolnie po czym przytuliłam się do niej z całej siły.
Wyczułam że mama jest w szoku moją reakcją. Wcale się jej nie dziwiłam, sama w nim byłam. Po chwili dopiero objęła mnie ramionami, przytulając mocno do siebie.
-Kamila& - wyszeptała całując mnie w głowę i zanosząc się płaczem.
Nagle zrobiło mi się tak jakoś dziwnie, poczułam się żałośnie. Oderwałam się szybko od mamy, podnosząc plecak z ziemi i niemal biegiem wypadłam z domu. Niewiele myśląc chwyciłam za komórkę i napisałam Kaśce że nie będzie mnie w budzie z zapytaniem czy się do mnie nie przyłączy. Po chwili otrzymałam wiadomość o treści chętnie. Po 30-minutach znajdowałyśmy się już razem w jakimś starym, opuszczonym magazynie. Gadałyśmy o byle czym, sącząc piwo i wypalając szlugi jeden po drugim. Nigdy nie zwierzałyśmy się sobie ze swoich problemów bo miałyśmy identyczne zdanie na ten temat że każdy ma w dupie Ciebie i twoje problemy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz