niedziela, 1 kwietnia 2012

7/ W szponach lęku..


Obudziłam się. Powoli zaczynałąm otwierać oczy. Gdy już wszystko zaczynałam widzieć w miarę wyraźnie zaczełam się powoli przeciągać. I wtedy szybko zalewała mnie lawina informacji co się działo wczorajszego dnia i w inne dni, jak mam na imię a nawet to że żyję w "miłosnym trójkącie". Hm..jaki dzisiaj dzień?-pomyślałam- Niedziela. No tak. Ręką sięgnełam po swój telefon. Gdy go odblokowałam zobaczyłam "masz 1 wiadomość". Max. Mimowolnie uśmiechnełam się i poczułam jak miłe ciepło rozpływa się po moim całym ciele.

Max: - witaj Kochanie. mam nadzieję że się wyspałaś a jeśli śniłaś- to tylko o mnie :p. dzisiaj będe zajęty bo muszę zrobić ten projekt o którym ci mówiłem. będe dzisiaj u Ciebie tak o 18:00.
kocham cie Skarbie.      

Uwielbiałam to jak witał mnie swymi wiadomościami. Zaczynać dzień z myślą że masz kogoś kto cię kocha i komuś na tobie zależy było piękne.  Ja niestety ale zawsze gdy chciałam go powitać takim sposobem to albo zasypiałam albo on był szybszy. No tak dzisiaj o 18:00..i w co ja się ubiorę -pomyślałam. Nigdy nie miałam z tym problemu nawet gdy chodziłam z Oskarem ale teraz wszystko się zmieniło. Nie chciałam stracić Maxa, wiem że to głupie. Ale nie chciałam mu się przestać podobać. Owszem mówił że jestem dla niego najpiękniejsza na świecie ale jednak zawsze pozostawało to ale. Odpisałam mu szybko: 
Dobrze będe gotowa. Też Cię kocham i przypomnj sobie o mnie czasem :p. 

7 godzin póżniej:

Kurcze gdzie on jest?! Miał byc już godzinę temu. I dlaczego nie odbiera? Pewnie znowu mu padła bateria.. .  Faceci! -roześmiałam się. Podeszłam do toaletki by poprawić sobie usta błyszczykiem gdy zadzwonił telefon. Oskar. Miło że zadzwonił. Bo pomimo wszystko chciałam mieć z Nim dobry kontakt.
-Kaja?! Wiem co się stało, zaraz tam będe. Jesteście w tym szpitalu przy ul. Alei Gwiazd? 
Zdębiałam. O czym on bredzi.
-Oskar ale o czym ty wogóle gadasz? Piłeś coś?-roześmiałam się.
Po drugiej stronie przez moment odpowiadała mi cisza. Ale zaraz Oskar przemówił.
-To ty nic nie wiesz? 
-Nie wiem o czym? - zdenerwowałam się.
-Że Max, że on..

6/ Być tym cholernym przypadkiem...


2 miesiąc później.


Listopad. Jesienno-zimowa melancholia. Jestem z Maxem. I jestem naprawdę szczęśliwa. Przy Nim czuje się wyjątkowo i co dziwne do Niego czuje naprawdę coś niepowtarzalnego, coś tak silnego jakby był mi potrzebny jak tlen. Oskar. Oskar chciał być ze mną. Wmawiał mi na początku że pewnie go naprawdę nie kochałam jeśli już nic do niego nie czuje. Po wielu konwersacjach powiedział że będzie moim przyjacielem. Że zawsze będzie blisko mnie, że będzie czekał jak on to ujął: "Będe na Ciebie czekać Kaju aż wkońcu przejrzysz na oczy i zrozumiesz co tak naprawdę czujesz, aż przestaniesz mylić zauroczenie z miłością". Naprawdę cieszyłam się będzie moim przyjacielem, że będzie blisko mnie ale wiedziałam również że to na co on czeka nigdy się nie wydarzy no chyba że Max mnie zostawi... . Wiem, egoistka ze mnie. Nie potrafiłam nad tym zapanować. Jeśli już chciałam powiedzieć mu że to nie ma sensu by na mnie czekał zaczynałam czuć się dziwnie. Czułam jakiś ból. Dzisiaj wiem że też go kocham. Ale nigdy nie będzie tak silną moją miłością jak Max. Jak można kochać dwie osoby naraz? Można. Bynajmiej ja jestem tym cholernym przypadkiem. Z przemyślen wyrwał mnie głos Maxa:
-O czym tak myślisz?-zapytał.
-Ja? O wszystkim i o niczym. Takie tam..
-A nie myślisz o tym że mnie kochasz?- na jego twarzy pojawił się szelmowski uśmieszkek.
-Nad tym nawet nie muszę się zastanawiać-odparłam z uśmiechem i  moje słowa przypieczętowałam pocałunkiem.

5/ Wielki szok...


Gdy nasze spojrzenia sie spotkały wszystko inne potoczyło się błyskawicznie. Poczułam że robi mi się gorąco. Jego spojrzenie wydawało się mówić że jestem dla niego ważna, bardzo ważna. To było piękne, to był sen z którego nie chciałam się budzić. Mój zdrowy rozsądek? Zapomniałam w tej chwili co to wogóle znaczy.
-Co to ma znaczyć?! Co ty do cholery sobie wogóle wyobrażasz?!
Oskar.
Potem wszystko wydarzyło się dosłownie w jednej sekundzie. Max wyprostował się i wstał z krzesła mierząc wzrokiem Oskara. Widziałam że jest wsciekły. Nie tylko on. Oskar też.
-Mówiłeś coś?!- Max mówiąc to zacisnął pięści.
- Tak! Żebyś się odwalił od Kaji!- Oskar wycedził przez zaciśnięte zęby.
-Co?! Kim ty do cholery jesteś żeby mi mówić co mam robić?! Z tego co wiem nie jest twoją własnością!- Wymawiając to ostatnie zdanie Max powiedział to jakby z cieniem zwątpienia ale jego postawa nic nie zdradzała, tylko ton głosu. Wstałam i chwyciłam Maxa odruchowo za ramię.
-Bo nie jestem jego własnością-odparłam. Poczułam że Max jakby się rozluźnił, zerknełam na niego ale znowu nie zauważyłam w jego postawie nic nowego. Wydawało mi się- pomyślałam. Mimowolnie odczułam rozczarowanie.
- Oskar, o co Ci wogóle chodzi?!- zapytałam. Byłam ciekawa. Naprawde.
- Mi?! Do cholery Kaja jak ty się wogóle zachowujesz?! Mogłabyś wykazać więcej przyzwoitości!
Poczułam gniew. A może ból? Miał mnie za dziwke wszystko jasne. Poczułam łzy.
-Jak śmiesz?!-nie zdążyłam dokończyć bo Max wycedził coś w stylu ty gnoju i popchnął go na stół. Już chciał go uderzyć gdy do biblioteki weszła Knustowa. Bibliotekarka.
-A co tu się dzieje?! Wynocha mi z tąd! Jak chcecie się bić to własych podwórkach a nie tutaj! Słyszeliście?!
3 GODZINY PÓŹNIEJ.
Nie wiedziałam co o tym myśleć. Max. Nie mogłam zaprzeczyć, zakochałam się nie odwracalnie. Oskar. Miał mnie za dziwkę. Po tym wszystkim co uważałam za najpiękniejsze w moim życiu. Z przemyślen obudził mnie dzwięk GG. Westchnełam. Poruszałam myszką i mym oczom ukazała się mała chmurka. Oskar. Zamarłam. Dopiero po paru minutach i obmyśleniu kilkunastu scenariuszów co mógł mi napisać kliknełam otwórz. Wyskoczyło okienko a w nim:
"CZY TY NAPRAWDĘ JESTEŚ ŚLEPA?! KOCHAM CIĘ! I NIGDY NIE PRZESTANE. AŚKA TO BYŁA POMYŁKA. TERAZ TO WIEM. I PROSZĘ NIE MÓW MI ŻE ZA PÓŹNO BO TEGO NIE ZNIOSĘ. OSKAR"
O kurwa! Tego się nie spodziewałam. Widziałam, słyszałam i rozumiałam to a jednak wierzyć mi się nie chciało.

4/ Początek zmiany w moim życiu..


Dzwonek.
Na ten dzwięk czekałam całe 45 minut.
20 minutówka.
I co tu teraz niby robić?
Przepychająć się przez cały korytarz narescie dotarłam do biblioteki.
-Kaja! Ej, dlaczego się do mnie nie odzywasz?- usłyszałam głos pełen wyrzutu. Anka.
- A co mam Ci się rzucać przed tobą na kolana i Ci dziękować że ośmieszyłaś mnie przed Aśką?
-Boże, przesadzasz. Ona miała po prostu rację.
-Rację? Anka do cholery jasnej obudź się wkońcu! Jesteś moją przyjaciółką a stajesz bo jej stronie. Ja Ci dziękuje za całą twoją pomoc ale jak tak ona ma wyglądac to wielkie dzięki!- pospiesznie wybrałam jakąs książke z regału i usiadłam w kąciku czytelniczym. Kątem okiem dostrzegłam jak Anka otworzyła usta by coś powiedzieć ale zaraz je zamkła i wyszła.
-Cholera jasna!- powiedziałam cicho, przy tym zamykająć z trzaskeim książke i odpychając ją od siebie.
-Nie martw się. Jak naprawdę jest twoją przyjaciołką to zrozumie twoje słowa- Max wyrósł w tym samym momencie jak spod ziemi- Mogę?- zapytał spoglądająć na wolne krzesło obok mnie.
-Tak, jasne. A mam tego wszystkiego serdecznie dość. Najchętniej to zamknełabym się w swoim pokoju i nigdzie nie wychodziła.
-Tak to się nie da. Umarłabys z głodu a ja bym Ci na to nie pozwolił- uśmiechnął się.
-Heh, no tak...jasne tak tylko mówisz.- Czułam że się czerwienie, akcja serca przyspieszyła ale nie ukrywajmy. Podobał mi się i to cholernie! I w tym cały kłopot. Był inny niż reszta nie dojrzałych chłopaków z mojej szkoły. A jak udawał to robił to doskonale i nie chciałabym żeby przestawał.
- Nie wierzysz mi?- spytał zaczepnie
-Nie.- nerwowo to wymawiająć strąciłam książke ze stołu. Schyliłam się po nią by ją podnieść. On też to zrobił. Nasze ręce i spojrzenia się spotkały, a cała reszta zmieniła moje dotychczasowe życie.

3/ Zakład.



Dzień mijał za dniem. I znów było normalnie.Dzisiaj piątek. Anka znowu gadała o tym swoim, a mnie robiło się niedobrze. No bo ile można?! O nie! Tylko nie to!
Po co ona tu idzie?!
O hej dziewczęta!- zawołała Aśka. Tak ta Aśka która odbiła mi chłopaka jakby ktoś nie wiedział.
-Hej-zaszczebotała Anka i pocałowały się w policzek. Zdrajczyni. Gdyby moje
spojrzenie mogło zabijać Anka leżała by trupem. Ja tylko powiedziałam chłodne
Cześć. Bo co innego mogłam powiedzieć?
-Mogę się dosiąść?- zapytała słodko Anka ale to było raczej reotryczne pytanie bo moja
"przyjaciółka" nie zdążyła jej nawet odpowiedzieć a już wepchała się do naszego stolika.
Fajnie-pomyślałam.
-A ty co Kaja taka smutna? Pewnie brak Ci bratniej duszy? No wiesz..gdybyś tylko spróbowała to może być znalazła jakiegoś fajnego chłopaka?- zapytała mnie Aśka, a mnie wbiło w krzesło. Co jej do tego?!
-To samo jej mówie! Ale ona cały czas mówi: NIE! -Czy ja się przesłyszałam czy Anka staneła po jej stronie. O nie! Tego już za wiele!
-To jest moja sprawa. Nic wam do tego. Nie macie naprawdę własnego życia?- przyznaje, poniosło mnie ale szczerze nic im do tego!
-Spokojnie, pszepraszam!-Aśka udała skruszoną, po czym powiedziała to i aż o mało ze stołka nie spadłam- Kaja a może ty nie umiesz poderwać? A może nikt Cię nie chce? Biedactwo!
-Kaja oddychaj spokojnie. Policz do dziesieciu. 1...2....3...4......-powtarzałam sobie w myślach.
- A wiesz że sama się nad tym zastanawiałam- Anka dodała swoim słodkim ale" martwiącym "się o mnie tonem.
- Walcie się obie! Co wy myślicie?! Że macie chłopaków to wiecie wszystko na ten temat?!
Ja zamiast tony tapety na sobie mam rozum i z niego korzystam! Jak bym chciała to miałabym chłopaka! Co niewierzycie?! Żałóżmy się- paplałam jak opętana.
-Ok- szepneła zaskoczona Aśka po czym zaraz wróciła do siebie i dodała- Masz poderwać Jego- i wskazała mi kogoś palcem. O nie! To był on Max. No to wpadłam!

2/ Histeryczne "ja"...



Czułam się fatalnie, ale co ja właściwie robię?! Dlaczego tulę się do obcego chłopaka?
Setki myśli przeleciało mi przez głowę ale gdzieś w głębi duszy czułam że tak jest mi dobrze, że czuję się bezpiecznie.
-Boże pszepraszam, nie wiem co mi się stało- mówiąc to odepchnełam się od niego, delikatnie acz stanowczo i wprawdzie słowa skierowane były do niego a ja mówiłam do
ziemi.
- Nie, nic się nie stało, nie pszepraszaj..tylko zastanawia mnie jedno -zagadnął -
Czy to przeze mnie? Czy zrobiłem może coś źle?
I co ja mam mu powiedzieć?! "No wiesz nie nic mi nie zrobiłeś tylko wyglądasz jak mój były a ja na jego widok popadam w histerie. Tak jestem 100% histeryczką, miło mi "
-Tak, to znaczy nie, to nie twoja wina poprostu przypominasz mi coś-powinnam raczej powiedzieć kogoś ale i tak zwykłe wypowiadziane przeze mnie "coś" sprawiło mi ból- co wolałabym zapomnieć- dokonczyłam.
-Rozumiem. Jak myślisz zdążymy jeszcze na lekcje?- zagadnął przyjacielsko po chwili.
-Myśle że tak, ale ja dzisiaj daruje sobie lekcje. Idę do domu. Coś napewno wymyśle żeby przekonać rodziców że musiałam wyjść że szkoły- uśmiechełam się bez przekonania- No to pa.
-Pa- powiedział mogłabym przysiądź że z nutą rozczarowania w głosie ale pewnie mi się wydawało. Zaczełam już iść w przeciwną stronę gdy nagle usłyszałam że Max mnie woła.
-Zaczekaj! Jak masz na imię?-zapytał, posyłająć mi uśmiech. Powninnam dodać cudowny uśmiech.
-Kaja- wybąkałam nie co skołowana tym jego uśmiechem.
-Kaja- powtórzył za mną po czym podniósł ręke w geście pożegnania, obrócił się i odszedł.
A ja stałam jak wryta i patrzyłam na niego tęsknym zwrokiem. I im bardziej się na tym łapałam zaczeła we mnie narastać tym większa złość.

1/ Nowy intruz w moim życiu..


-Hej Kaja! -zaszczebiotała Anka- Co tam?-O hej! No ok, a tam?- odpowiedziałam bez przekonania. Nie żeby Anka była jakaś dziwna ale jej ilość tapety na twarzy i tipsy (które przypominały mi szpony ptaka) odstraszały mnie w jakiś sposób.-Daj spokój, normalnie masakra! Kamil mnie rzucił! I wiesz dla kogo? Dla Joli! Tej blondyny z krzywymi zębami. Powiedział mi że ona przynajmiej go kocha a ja się nim bawie. Frajer nie?-Mhm.-Przytaknełam. Bo ja też nie wierzę w coś takiego jak miłość. Wzajemna fascynacja tak! Ale miłość?! To wogóle nie istnieje. No kocham swoich rodziców i innych ale to jest taka inna miłość, nazwijmy to po ludźku- przyzwyczajenie.-Nie przejmuj się. Nie był ciebie wart.-Wiem. Dlatego kręce już z Dawidem.-odparła słodko, po czym dodała- Ej, a widziałaś tego nowego? Czekaj jak mu tam...Wiem! Max! No czy widziałaś już tego Maxa? Jakie ciacho, normalnie palce lizać.Po jej minie zorentowałam się że jest jedno ale.-Ale? -zapytałam. Wygląda że na to czekała.-On nie zwraca uwagi na żadną dziewczyne! Wystawił nawet Aśke! Rozumiesz to! Aśke! W niej kocha się połowa gimnazjum!-O to nieźle.-musiałam przyznać-Ale nie, nie widziałam go. I choćby nawet tak i tak mi nie zawróci w głowie, mnie tacy faceci nie kręcą. I wtedy w drzwiach stołówki stanął ON.
___________________________________________________________________________
-O boże!-wydałam ciche westchnienie, ale nie na tyle cicho by nie usłyszała Anka.-Coś mówiłaś?- nie, jednak nie usłyszała. Jest dobrze.-Nie nic. Wydawało ci się- starałam się by głos mi nie drżał. Chyba się udało.-Aha. On jest cudowny-westchneła.Już w tym momencie miałam coś jej powiedzieć że gada głupoty ale tym razem nie mogłam zaprzeczyć. Był naprawdę boski. Wysoki, szczupły ciemnowłosy brunet stał niepewnie w drzwiach. Włosy miał krótkie. Ubrany był w zwykły biały t-shirt do tego zwykłe dżinsy i trampki ale od razu można było dostrzeć piękne wyrzeźbienie ciała. Do tego ta opalenizna no normal.. o boże! Nie! Nie! Nie! Kaja on ci się NIE PO-DO-BA!-Nic ciekawego-rzuciłam do Anki, ale zauważyłam że mam strasznie zachrypły głos. I wtedy poczułam na sobie jego wzrok, nie wiem co mi się stało ale popatrzyłam prosto w jego szmaragdowe oczy i od razu poczułam gniew, to było silniejsze ode mnie musiałam wyjść. Rzuciłam na odhodne do Anki chłodne "cześc" ( a nic dziewczyna nie była mi winna) i wyszłam. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się w parku, a przecież zaraz mam mieć lekcje. Nie, nie pójde tam. Nie mam sił ani ochoty. Mamie jakoś się to wytłumaczy, napewno "kupi" kolejne kłamstwo. Siadłam na hustawce, w parku nie było ani jednej żywej duszy. Wiedziałam dlaczego tak zaaragowałam na spojrzenie Maxa. Było podobne do spojrzenia Oskara. Łzy zaczeły piec mnie pod powiekami. Pamiętam to jak było by to wczoraj. Byłam szczęśliwa, zakochana, tak byłam zakochana. Poszłam tylko na zakupy do galerii i wtedy zobaczyłam tam jego całujacego się z Aśką. To zabolało. Bardzo. Przez pierwszy tydzień byłam żywym trupem. Mama z tatą załatwiali mi dobrego psychologa, ale nie obchodziło mnie to, było mi to obojętne. Nawet jakby mama powiedziała że wyjeżdza i nigdy nie wróci nie ruszyłoby mnie to nawet. Trzy miesiące po tym zdarzeniu też mogłabym nazwać "pustką". Tyle że zaczełam chodzić do szkoły, ale Oskar i tak rok po tym zdarzeniu nie potrafi spojrzeć mi w oczy a Aśka pszeprosiła i zrobiła się niby moją koleżanką. Co dziwne nie miałam o to do niej żalu. Ważne by był on szczęśliwy, ale okłamał mnie mówiąć mi prosto w oczy że kocha ale że pszeprasza nie usłyszałam do dziś. Ich związek skończył się niby po 4 miesiącach ale wcale się z tego nie cieszyłam. Już nic mnie nie obchodziło, inaczej już dzisiaj patrzę na świat. Inaczej interpretuje słowo "miłość".-Pszepraszam, czy ja coś zrobiłem nie tak?- wzdrygnełam się. Ktoś coś do mnie mówi. Ale kto? O nie, to on. Max.-Boże! Pszestraszyłeś mnie! Czy ty jesteś mądry?! Czego ode mnie chcesz! Weź się odwal - nie panowałam nad sobą, krzyczałam mu prosto w twarz. A łzy czułam jak spływają mi po policzkach. Wkońcu nie miałam siły i nie wiem czemu przytuliłam się do niego i zaczełam płakać. Płakać jak małe dziecko.