niedziela, 27 października 2013

4/ ..trudna rozmowa

*Kama mogę wpaść do ciebie? proszę..
Popatrzyłam w okno, i znowu po raz kolejny dzisiejszego dnia nie wiedziałam co mam zrobić. Zgasiłam papierosa, chowając go do specjalnej puszki ukrytej za książkami na regale. Machając ręką usiłowałam rozproszyć dym. Usiadłam na podłodze opierając się placami o kaloryfer. Odchylając głowę do tyłu, zamknęłam oczy. Co za jebnięty dzień- pomyślałam. Jeszcze jutro te żałosne praktyki. Miałam wszystkiego serdecznie dość. Nagle wyrwało mnie z tego pukanie do drzwi. Ehem, czyżby przyszedł bez pozwolenia?- przemknęło mi przez myśl że to Rafał wstając by otworzyć drzwi. Ups! Pomyłka. Ojciec.
-Czego chcesz?- warknęłam na dzień dobry. Nie zamierzałam być miła, z resztą z tego co wiem nigdy być taka nie potrafiłam. Już od małego sprawiałam im kłopoty. Nie zmieniałam tego, żyło mi się tak lepiej. Co nie znaczy że ich nie kochałam, ale do ojca po tym co zrobił straciłam cały szacunek.
-Mogę wejść? zapytał patrząc na mnie niepewnie.
-A co matka Ci kazała do mnie przyjść? Przekaż jej że powiedziałam że szkoda waszego czasu.
-Kamila&- westchnął ojciec, przeczesując ręką włosy- przyznaję poniosło mnie przedtem ale mam nadzieje że w końcu się dogadamy i będzie jak dawniej.
Roześmiałam się żałośnie.
-Jak dawniej? Chyba żartujesz! Masz tupet tatusiu, nie ma co! Po tym wszystkim myślisz że od tak Ci wybaczę jak mama?! Ja nie jestem tak naiwna jak ona.
Kamila& -widziałam jak na moje słowa ojciec traci wcześniejszy spokój.
-No co Kamila?! Ciągle to samo: Kamila zrób to, Kamila tak nie można, Kamila zachowuj się ,   a ja mam już tego po kokardy! Wyraziłam się jasno więc zejdź mi już człowieku z oczu!
Zamykając drzwi użyłam całej swojej siły. Po pokoju rozniosło się głośne echo ich trzaśnięcia. Ledwo co podeszłam do okna by złapać świeżego powietrza, żeby się uspokoić i znów ktoś pukał. O nie! Zaraz nie wytrzymam!- pomyślałam. Otworzyłam z im pętem drzwi niemal wykrzykując:
-Co znowu?!
Jednak nie był ani to ojciec ani matka. Rafał. Stał jak wryty i patrzył na mnie zdezorientowany.
-Kama..sorry. Nie odpisywałaś więc myślałem że..z resztą nieważne już . Już wychodzę.
-Nie! zrobiło mi się głupio, zaczęłam się tłumaczyć myślałam że to mój stary znowu. Wejdź.
Odsunęłam się by zrobić mu przejście. Wszedł niepewnie do pokoju.
-Em..napijesz się czegoś?- zaproponowałam zamykając drzwi.
-Nie dzięki, ja tylko tak na chwilę. Chciałem pogadać.
-Aha. No to może usiądziemy chyba że mamy rozmawiać stojąc..-odparłam.
Uśmiechnął się tylko niepewnie po czym usiadł przy biurku, ja powróciłam do wcześniejszego siedzenia na ziemi.
Więc o czym chciałeś pogadać? zagadnęłam jak gdyby nigdy nic, ale moje serce waliło jak szalone. Bałam się tej rozmowy.
-O Tobie, o mnie a dokładnie o nas i o tym co było kiedyś.
-Rafał&
-Nie Kama, obiecałem sobie że mnie wysłuchasz i tak będzie- mówiąc to wstał i zaczął nerwowo krążyć po pokoju.
Ehem- pomyślałam- to będzie ciekawie.

3/ W następnym wcieleniu..!


-...i będe twoim korepetytorem.
Osłupiałam po raz kolejny. Czy oni się dzisiaj uwźieli na mnie do cholery czy co?!  Patrzyłam na mame i na tego kretyna na zmianę. Czekali na moją reakcje więc powiedziałam tylko:
-Chyba was pogieło!- i weszłam do domu.
-Kamila!- usłyszałam za sobą jęk mamy.
-Proszę poczekać ja z Nią porozmawiam.- zaproponował Filip. Kretyn- pomyślałam- myśli że jest przystojny, trochę się pouśmiecha i się zgodzę? A w życiu! - pomyślałam. Zdjełam buty i skierowałam się do siebie. Wieża stała tam gdzie przedtem. Wow, kochany tatuś!- pomyślałam z ironią.
-Mogę?- odwróciłam się i zobaczyłam że "korepetytor" stoi oparty o framugę.
-Przedtem jak za mną lazłeś to się nie pytałeś czy możesz- mówiąc to usiadłam przy biurku  i zaczełam bawić się komórką. Zaśmiał się.
-Ale to pomieszczenie to jest twoja..nazwijzmy to "prywatność". Więc jak mogę?
-Strata twojego i mojego czasu. Na wszystko mówie Nie!
Westchnął. Myślalam że powie coś w stylu "aha, jak chcesz" a ten idiota wszedł i usiadł na łóżku i zaczął przeglądać książki które leżały na mojej szafce.
-Widzę że lubisz czytać.
-Ja nie czytam.
Popatrzył na mnie, wskazał mi skienieniem głowy na książki leżącee na szafce, jedną trzymając w dłoni i podniósł jedną brew w geście zapytania.
-Ja tylko litery oglądam.
Roześmiał się. Odłożył książke którą trzymał po czym wstał i oparł się plecami o biurko. Odłożyłam komórkę i zaczełam patrzyć się znowu na niego jak na kretyna, ale on nic. Patrzył mi w oczy jednocześnie o czymś intesywnie myśląc. Chciałam by jemu zrobiło się głupio a tymczasem ja zaczełam się tak czuć. Wstałam gwałtwonie otworzyłam drzwi dając mu znać że chcę żeby wyszedł.
-Wyganiasz mnie?
-Wcale Cię tutaj nie zapraszałam . A tak dla ścisłości nazwałeś to pomieszcznie moją prywatnością więc z tego co wiem mam prawo się domagać byś je opuścił.
Wyprostował się, uśmiechnął i wychodząc powiedział:
-Do zobaczenia.
-Do  zobaczenia w następnym wcieleniu- rzuciłam za nim zamykając drzwi.
Stałam chwilę pod drzwiami nasłuchując o czym starsi z nim gadają, ale nic praktycznie nie dosłyszałam. Usłyszałam jedynie trzask zamykanych drzwi po chwili, więc domyśliłam się że wyszedł i spodziewałałam się że będe musiała udzielić audiencji starszym ale nic podobnego. Nie zaszczycili mnie swoją obecnością a więc zamknęłam drzwi na klucz, wyciągnełam papierosa otworzyłam okno siadając znów przy biurku. Gdy zaczełam palić usłyszałam dźwięk nadejścia sms'a. Rafał.

2/ Psychopata ?..

Biegnąc wpadłam na jakiegoś faceta.
-Pszepraszam- wybąkałam tylko nieco zmieszana chcąc go ominąć. Ale nieznajomy chwycił mnie za ręke.
-Wszystko wporządku? - zapytał, bacznie mi się przyglądając.
-Tak!- podniosłam niegrzecznie głos, ale irytował mnie koleś.
-To dlaczego płaczesz?
-Jezu moja sprawa. Dajcie mi wszyscy święty spokój!- wyrwałam ręke z jego uścisku i zaczęłam dalej biec w kierunku przestanku. Dopiero po chwili dotarło do mnie że nie wziełam portfela. Świetnie!- pomyślałam. Zatrzymałam się nie bardzo wiedząc co mam ze sobą zrobić , zrezygnowana mozolnym krokiem dotarłam jednak do parku. Usiadłam na wolnej ławce, schowałam głowę w rękach i zaczełam płakać. Kurwa nawet nie wziełam szlugi! - wyszeptałam nadal rycząc.
-Chętnie bym Cię poczęstował , ale niestety nie palę- rozległ się nade mną meski głos.
Podniosłam głowę i zobaczyłam tego samego gościa na którego wpadłam w klatce. Wmurowało mnie.
-Śledziłeś mnie?!- tylko tyle w stanie byłam powiedzieć. Zrobiło się troche dziwnie.
Koleś uśmiechnął się tylko i usiadł koło mnie po czym dopiero po chwili odpowiedział:
-Nie nazwałbym tak tego. Uznajmy że tylko..chciałem sprawdzić czy wszystko z Tobą ok.
-Czyli jednak mnie śledziłeś!
-Mówiłem Ci już że nie.
-Kłamiesz!- zaczełam wstawać z ławki z zamiarem by jednak wrócić do domu. Myślałam że facio odpuści, ale ten kretyn szedł za mną! Obróciłam się gwałtownie: -Po cholere za mną leźiesz?!
-Nie idę z tobą tylko za tobą - odparł uśmiechając się głupio.
-Śmieszy Cię to?! Bo mnie jakoś nie!
-A co boisz się ? Spokojnie, nie jestem ani gwałcicielem ani seryjnym zabójcą.
Patrzyłam na niego przez parę sekund dosłownie jak na idiotę po czym odwróciłam się i powiedziałam bardziej do siebie niż do Niego:
- Bardziej zgodzę się z psychopatą.
Słyszałam jak się tylko roześmiał. Szedł za mną cały czas! Pomyślałam sobie- trudno, ja wejdę do chaci a ciekawe co ten debil będzie robił.
Gdy dotarłam do drzwi musiałam zadzwonić dzwonkiem, bo nie wziełam kluczy. Z resztą jak całej reszty. Po chwili otwarła mi drzwi podenerwowana matka:
-Gdzieś ty była?!
Już miałam jej odpowiedzieć że daleko od was ale wtedy uszłyszałam jak mama zwraca się do tego idioty za mną.
-O dzień dobry, pszepraszam pana bardzo ale córka wyszła bez pozwolenia i..
-Nic się nie dzieje. Zdążyliśmy się już poznać.- A mnie po raz kolejny wcieło. Facet stał i uśmiechał sie beszczelnie.
-Mam nadzieję że chociaż była miła..- powiedziała mama ułaskawiając mnie przelotnym spojrzeniem.
-Ta...jeszcze czego - powiedziałam niewytrzymując. - Skąd Go znasz?- skinełam głową na tego psychopatę stojącego teraz obok mnie.
-Kamila! Grzeczniej proszę! - upomniała mnie starsza.
-Pozwól że ja Ci to wytłumaczę- odpowiedział koleś wyciągając dłoń w moją stronę- Mam na imię Filip i ....

1/ "Mgła" - nowe opowiadanie

-Jezu, niech pan mi wpiszę tą banie i sprawa załatwiona.
-Zdajesz sobie sprawę z tego że to już 7 z rzędu? - zapytał nauczyciel.
Dziewczyna tylko nerwowo tupała nogą, przewróciła oczami po czym beznamiętnie odparła:
-Taa.- rzuciła krede na specjalne stojaczek pod tablicą po czym bez pozwolenia usiadła w ostatniej ławce.
Nauczyciel miał już zwrócić jej uwagę ale uzmysłowił sobie że to nie ma sensu. Współczuł tylko rodzicą.
Po dzwonku dziewczyna udała się do swojej paczki.
-Siema mistrzu z majcy- rzucił Kamil w moją stronę, głupio się śmiejąc.
-Zamknij się- odparłam sucho. Po czym odwróciłam się do Kaśki by zapytać czy ma szlugę.
-Wyluzuj Kama, tylko żartowałem- Kamil podniósł ręce w geście niewinności.
-Spoko- powiedziałam. Wziełam fajke i schowałam ją do torby. - To co idziemy?- zapytałam.
Nikt nic nie odpowiedział tylko zaczeliśmy poprostu iśc w stronę tramwaju. W środku reszta sie śmiała prawie na cały regulator, ja nie miałam ochoty. Czułam się beznadziejnie, z resztą jak od większości ostatniego czasu. Oparłam się głową o szybę i zamyśliłam się. Nagle poczułam że ktoś mnie delikatnie szturcha w ramię. Rafał. Uśmiechał się nieśmiało.
-Co tak zamulasz?- zagadnął.
-Tak jakoś. - odpowiedziałam znowu patrząc się w okno. Myślałam że odpuści ale myliłam się.
-Chodzi o matmę? Jak chcesz mogę Ci udzielić trochę korków.
-Nie, dzięki. Nie jest mi to potrzebne. - powiedziałam nadal gapiąc się w okno.
-Czemu taka jesteś?- zapytał nieco ciszej. W pierwszej chwili mnie zamurowało ale nie zmieniłam pozycji. Powiedziałam po chwili:
-Wcale nie kazuje Ci znosić mojego towarzystwa.
-Wiesz że nie o to mi...- zaczął ale nie słuchałam. Tramwaj się zatrzyłam, rzuciłam wszystkim "narka" i wysiadłam.
Wchodząc do domu od razu skierowałam się schodami do siebie. Trzasnełam drzwiami. Sama nie wiem po co. Robiłam to od dłużego czasu, było mi tak dobrze więc nie zamierzałam tego zmieniać.
-Kamila! Mówiłem Ci coś na temat zamykania drzwi!- usłyszałam z dołu głos ojca.
Miałam go gdzieś. Włączyłam muzykę i podgłośniłam bardziej niż zwykle. Rzuciłam się na łóżko.
-Wyłącz to ! - usłyszałam rozkaz ojca który wszedł do mojego pokoju. Nie odezwałam się. -Słyszysz do cholery co do Ciebie mówię?!
Znów się nie odezwałam. Przykryłam głowę poduszką. Po czym usłyszałam jak coś zaczął przeklinac pod nosem i muzyka ustała. Odrzuciłam poduszkę na bok i zobaczyłam że trzyma wieże w rękach i kieruje się do wyjścia.
-Oddaj to! Nie twoje! - krzyknełam, wstając.
-Trzeba było zrobić to o co Cię prosiłem wcześniej. Ale ja nie będe się z tobą smarkulo bawił!
-To mój pokój! Oddaj wieże i wynoś się!
-Coś ty do mnie powiedziała?!
-Cisza! - rozległ się podniesiony głos mamy po pokoju. Stała w drzwiach, była zdenerwowana.
-Niech odda mi wieże i niech się wynosi z mojego pokoju! - powiedziałam.
-Kamila nie mów tak do ojca!- upomniała mnie.
-To nie jest mój ojciec! Ja nie mam ojca! - wykrzyczałam to, czułam łzy.
-Nie mów tak!
-Bo co?! Ja nie potrafie tak jak Ty udawać że nic się nie stało gdy mój kochany tatuś pieprzył się z inną na boku!
-Zamknij się!- wycedził ojciec przez zęby.
-Bo co mi zrobisz?! Nie masz do mnie już żadnego prawa. Nienawidzę was! - mówiąc to wyminełam płaczącą mamę w drzwiach i wybiegłam z domu.

21/ Koniec.

2 lata później.

***

Ile się zmieniło od czasu kiedy przeniosłem się tutaj. Nowy dom, szkoła, otoczenie; Ale jednego byłem pewien: Nigdy nie zmieni się to że kocham Kaje. Inni powiedzą co on może wiedzieć o miłośći? Zakochany szczeniak który nic w życiu jeszcze nie przeszedł. Z resztą niech mówią co chcą, dla mnie to już nie istotne. Spojrzałem na zegarek. Piętnaście po trzeciej. Spóźnia się- pomyślałem. Gdy nagle siedząc na oparciu ławki o mało nie spadłem gdy drobne, delikatne ręce zasłoniły mi oczy. Zaśmiałem się mimowolnie.
-Zgadnij kto?- usłyszałem za sobą specjalnie zmieniony głos, ale poznał bym go wszędzie.
-Dość że się spóźniła to jeszcze zamierza się w podchody bawić- odparłem po czym znów się zaśmiałem
-Ale ty jesteś! - usłyszałem po czym usiadła obok mnie, pocałowała delikatnie w policzek i wtuliła się we mnie. Objąłem ją ramieniem.
-Zimno Ci kochanie? - zapytałem gdy poczułem jej dłonie w kieszeni mojej kurtki.
-Tr-trochę- uśmiechneła się.- Ten wiater jest beznadziejny. Poza tym jest całkiem miło. Uwielbiam jesień.-dodała po chwili namysłu.
-Ja chyba też - odparłem po chwili po czym dodałem - O tej porze roku Cię poznałem.
-Owszem- odparła po czym przytuliła się do mnie mocniej i powiedziała nieco ciszej- Wtedy poznałeś też Ją..
Nie nawidziłem kiedy ktoś mówił o Niej w czasie przeszłym. Ale taka była prawda- jej już tu nie było.
-Spędziłem z nią wiele cudownych chwil. Nie ma dnia bym o niej nie myślał, tęsknie za nią.- wyrzuciłem to z siebie jednym tchem. Po czym się zreflektowałem, spojrzałem na Sylwie i dodałem- Przepraszam...ja..
-Cii...-powiedziała przykładając mi palec do ust i patrząc prosto w oczy- Poznałam Cię jak byłeś załamany po jej odejściu. Wiedziałam że ją kochasz i doskonale zdawałam i nadal staję sobie sprawę że nie przestaniesz. Odegrała ważną rolę w Twoim życiu. Dlatego nie tłumacz się mi. Kocham Cię i postaram się by nasz związek był jak najbardziej udany,ale ja wiem że Jej nie zastąpie i nawet nie próbuje.
-Za to Cię właśnie kocham.- powiedziałem zgodnie z prawdą- Jesteś cudowna.
-Wiem-uśmiechneła się delikatnie po czym pocałowaliśmy się. - Idziemy?- zapytała. Skinełem tylko głową że nie mam nic przeciwko. Trzymając się za ręce zaczeliśmy się oddalać. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Zdałem sobie właśnie sprawę że właśnie zostawiam przeszłość za sobą. Że zaczynam wszystko od nowa. Ona by tego właśnie chciała.

20/ Bolesna prawda..

-Muszę mu o tym powiedzieć...-powiedziałam stanowczo. To o czym tak bardzo chciałam się dowiedzieć, mogłoby dla mnie nie istnieć. Teraz jak już wiem, żałuję że się dowiedziałam.
-Kochanie ale wiesz jaka może być jego reakcja..-powiedziała mama słabym głosem , miała łzy w oczach, po czym otoczyła mnie ramieniem.
-Wiem...- odparłam a w duchu dodałam że to chyba byłoby najlepsze rozwiązanie. Poczułam piękące łzy pod powiekami. Dzwonek do drzwi. Popatrzyłyśmie na siebie z mamą, pocałowała mnie w policzek i uśmiechneła się słabo po czym wyszla, zostawiając mnie samą abym spokojnie porozmawiała z Maxem. Gdy otworzyłam drzwi żal ścisnął moje serce, jego twarz natomiast rozpromieniał uśmiech który tak bardzo kochałam. Nagle pękła we mnie cała tama i się rozpłakałam.
-Kochanie...- wyszpetał zdezorientowany Max, po czym szybkim ruchem przekroczył próg i mocno mnie do siebie przytulił. Nie byłam mu dłużna. Głaskał mnie po plecach, całował co jakiś czas w czubek głowy,  pocieszając słowami "No już, już nie płacz skarbie" czekając aż w końcu się uspokoję. Gdy nadeszla ta chwila delikatnie swoimi palcami uniósł mój podbródek abym spojrzała mu w oczy.
-Kaja, co się stało? Dlaczego płaczesz?- zapytał nadal nic nie rozumiejąc.
-Pszepraszam- wyszeptałam, uśmiechając się przez łzy. Musiałam wziąść się w garść tak jak sobie to przedtem postanowiłam.
-Nic się nie stało ale poprosiłaś bym przyszedł do Ciebie najszybciej jak tylko mogę, potem płaczesz na starcie. Ja nie bardzo wiem co się dzieje..
-Zaraz Ci to wszystko wyjaśnie- odparłam, ocierając dłonią wilgotne oczy- ale najpierw napijesz się czegoś?- zapytalam biorąc go za ręke, prowadząc w stronę kuchni.
-Dzięki, nie chce mi się pić. Bardziej chciałbym dowiedzieć się co się stało- odparł.
-W takim razie chodźmy do mnie- powiedziałam, prowadząc go do siebie. Usiadł na łóżku po czym czekał aż do Niego dołącze, siadając mu na kolana, ale tym razem stanełam na środku pokoju, na wprost Maxa. Popatrzył na mnie nieco zdezorientowany po czym powiedział:
-Teraz to już wogóle musisz mi powiedzieć co się dzieję. Słucham- mówiąc to złożył ręce na piersi.
Wziełam głęboki oddech,nie było sensu tego przeciągać. Musiałam zrobić to co było nieuniknione. Popatrzyłam na Niego po czym zamknęłam oczy i wyrzuciłam z siebie jednym tchem:
-Max jestem chora, mam raka.

19/ Nieświadomość..

Wchodząc do domu, zauważyłam mame wychodzącą z kuchni, po jej mine zorientowałam sie że jest trochę podenerwowana. Świetnie- pomyślałam.
-Gdzieś ty była? Nie mogłam się do Ciebie za cholere dodzwonić- powiedziała z wyrzutem. Wyczułam że coś chodzi o coś więcej, wystraszyłam się nieco.
-Pszepraszam, zostawiłam komórkę w domu bo mi się rozładowała. Nie wiedziałam że tak dłu...- i przerwałam nagle widząc jej łzy płynące po policzkach - Mamo co się stało?- zapytałam i zamarlam w bezruchu. Zaniosła się szlochem. Za nią pojawił się zaraz tata, przytulajacy ją do siebie. Zamurowało mnie. Ktoś umarł?- tylko ta myśl nasuwała mi się jako pierwsza.
-Kaja proszę Cie skarbie idź do siebie, jutro wszystkiego się dowiesz- powiedział tata. Starał się by jego głos brzmiał normalnie ale ktoś kto go zna dobrze, tak jak ja słyszałam że niemal czasami mu drżał.
-Tato ale co się dzieje?- poczułam łzy.
-Kaja proszę...-posłal mi błagalne spojrzenie. Niewiem czemu ale mimowolnie skierowałam się w kierunku schodów do swojego pokoju i jak się już tam znalazlam tysiące myśli kłębilo się w mojej głowie. Długo nie mogłam zasnąc ale w końcu zpadłam w otchłań snu. Rano obudziła mnie mama.
-Kaja, wstawaj- otworzyłam powieki i zobaczylam że mama pochyla się nade mną. Na ustach zauważyłam że miała wymuszony uśmiech ale w jej oczach tkwiła rozpacz i desperacja. Pocałowała mnie w czoło.
-Mamo co się stało? -zapytałam, gdy przypomniało mi się wydarzenie z wczorajszego dnia.
-Skarbie ubieraj się, musimy jechać - powiedziala tylko prostując się po czym wyszła z mojego pokoju. Wstałam pośpiesznie, umyłam zęby, uczesałam sie, ubrałam i byłam już gotowa. Chciałam jak najszybciej się dowiedzieć co się stało, o co tak naprawdę chodzi. Schodząc na dół, zauważyłam że tata otwiera mamie drzwi. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się również smutno. Złapałam kurtkę i wyszłam wsiadając do samochodu. Jechaliśmy wszyscy w milczeniu. To było pomału nie do zniesienia. Miałam już niemal krzyknąc że należą mi się do cholery jakieś wyjaśnienia gdy nagle zatrzymaliśmy się. Przed szpitalem. Byłam już kompletnie zdezorientowana. 




Jeśli tu już jesteś to zostaw komentarz :)