-To ja będe się już zbierać- powiedziałam stojąc przed moim domem z ukochanym, trzymając się za ręce.
-Dobrze. Kolorowych. - powiedział patrząc na mnie intesywnie w ciemności. Padał na nas tylko ledwo jasny cień z znajdującej się o kilkanaśicie kroków latarnii. Wspiełam się na palce, Max objął mnie w pasie i pocałowaliśmy się na pożegnanie.
-Dziękuje- powiedziałam niemal szeptem ale usłyszał bo zaraz zapytał:
-Za co?- uśmiechnął się łobuzersko, wiedziałam że wie o co mi chodzi ale chciał to uslyszeć z moich ust.
-Za ten wieczór. Był cudowny. - odparłam bawiąc się jednym kosmykiem Jego włosów.
-Miał taki być. Wiedziałem że Ci się spodoba- powiedział przekornie, śmiejąc się łobuzersko.
-A i podziękuj Ance. No bo gdyby nie Ona kto wie jakbyś sobie poradził, może teraz akurat byłabym rozczarowana? - mówiąc to nadal obojętnie bawiłam się jego włosami. Widziałam jak się delikatnie spina. 1:0 dla mnie- pomyślałam i się uśmiechnełam.
-Śmiejesz się ze mnie?- zapytał.
-Nie...no może troszkę.- przyznałam, zaczynając się śmiać.
-Tak? No to powtórka z nad jeziora. Znów będziesz błagać o litość- mówiąc to znów zaczął mnie łaskotać.
-Nie! Nie! Dobra, pszepraszam, przepraszam już nie będe no!- przeszedł mnie dreszcz na samo wspomnienie.
Uśmiechnął się z triumfem po czym westchnął. Popatrzyłam się na Niego, podnosząc teatralnie jedną brew w geście zapytania.
-Widzę że muszę powiedzieć to pierwszy bo z Ciebie tego raczej nie wyduszę- zaśmiał sie po czym zrobił się poważny- Kocham Cię Kaja.
Na te słowa obudziło się stado motyli w mym brzuchu. Kiedy one wreście sobie zdechną?- pomyślałam. Po czym zaraz skarciłam się w duchu. Nie, niech żyją jak najdłużej.
-Ja Ciebie też kocham Max. - odparłam. Pocałowaliśmy się, po czym dodałam- Naprawdę musze już iść. Pa
-Pa- powiedział i czekał póki nie znajdę się za bramką. Gdy dochodziłam do drzwi usłyszalam że mnie woła. Obróciłam się i zobaczyłam że stoi nadal za bramką ale woła mnie gęstem ręki bym podeszła. Gdy znowu się przy niej znalazłam nawet nie zdążyłam zapytać o co chodzi, gdyż otworzył bramkę, wtargnął na mój ogród po czym objął moją twarz w ręce i pocałował namiętrnie. Gdy skończyliśmy, nie mogłam przez moment zlapać powietrza.
-Teraz to mogę już iść spać.- powiedział, uśmiechnął się łobuzersko, zakręcił się na pięcie i zostawił mnie samą tak po prostu.
-Wariat- wyszeptałam. Uśmiechnęłam się sama do siebie i weszłam w końcu do domu.
jeśli ktoś to czyta proszę o jakiś komentaaarz :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz