-Dokąd idziemy? -zapyłam mając zamknięte oczy i wlekąc się niezdarnie za moim skarbem który prowadził mnie za ręke i co chwila sprawdzał czy nie podglądam.
-Daleko, gdzie nikt nas nie znajdzie- odparł, cytując zdanie z któregoś z moich romansideł i zaczął się śmiać.
-Za grosz w Tobie romantyzmu! Ale serio pytam : Daleko jeszcze?
-Jesteś strasznie marudna. Nie nauczono Cię na czym polega cierpliwość? - i znów się roześmiał. Jak mi tego brakowało...- pomyślałam.
-Owszem uczono, i opanowałam to w stopniu doskonałym. Tylko nienawidzę niepewności..-powiedziałam trochę zirytowana tym że co chwila o mało nie gubiłam baletek.
-A niespodzianek?- usłyszałam po czym staneliśmy w miejscu.
Zaczełam powoli otwierać oczy i nie usłyszałam sprzeciwu więc otworzyłam je normalnie i spojrzałam na Maxa, na jego twarzy błąkał się uśmieszek.
-Lubię ale....urodziny mam dopiero jutro- wybąkałam nieco zdezorientowana.
Westchnął tylko po czym położył swe dłonie na mych biodrach i przyciągnął mnie do siebie, objąwszy w pasie.
-Czy akurat musi być jakaś okazja bym pokazywał Ci jak bardzo Cię kocham?- patrzył mi prosto w oczy.
Uśmiechnęłam się, me serce zaczęło bić jak szalone. Brakowało mi tego uczucia szczęścia.
-Czy ja Ci przypadkiem nie zarzuciłam braku romantyzmu? - zapytałam nadal się uśmiechając szelmowsko, przygryzając dolną wargę.
-No zarzuciłaś, zarzuciłaś. Ale jak sie postarasz to może zapomnę o tej obeldze - po czym zniżył wzrok na me usta.
-Myśle że to całkiem dobry pomysł - niemal wyszeptałam jednym tchem i połączyłam się moimi ustami z Jego. Mineła dobra chwilla po czym odsuneliśmy się od siebie, łapiąc łapczywie oddech. Oparłam się na jego piersi.
-Wszystko zostało Ci wybaczone- powiedział jeszcze oddychając głośno po czym wybuchneliśmy głośnym śmiechem- ale, ale teraz niespodzianka.
-Naprawdę nie mus...- zaczełam.
- Ale ja chcę -przerwał mi i obrócił mnie delikatnie.
I wtedy po raz pierwszy od pewnego czasu odebrało mi mowe na widok tego co przed chwilą ujrzałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz